Jump to content

Mini-recenzja słuchawek bezprzewodowych RHA MA650 Wireless i MA750 Wireless


Recommended Posts

Jest to krótka, ale treściwa mini-recenzja oparta o notatki nt. RHA MA650 i 750 w wersjach Wireless. Nie będę jednak pisał ich pełnych recenzji, jako że mam za dużo zbyt ciekawych alternatyw odsłuchowych, stąd skrócona forma i publikacja tylko na forum.

 

tJWiA9A.jpg

 

Jakość wykonania i wygoda

Obie pary przychodzą w bardzo podobnych opakowaniach i obie współdzielą tą samą konstrukcję „naszyjną”. Mianowicie RHA wpadł na pomysł, aby nie męczyć się z dużymi bateriami umieszczonymi w korpusach czy pilocie. Skończyłoby się to prawdopodobnie bardzo niepraktycznymi słuchawkami o słabej ergonomii, dlatego cieszę się, że producent nie pokusił się o takie kroki. Co więc uczyniono?

Kompletnie przebudowano konstrukcję i przerzucono baterię wraz z układem ładującym do specjalnego naszyjnika, który zakłada się na kark, niczym chomąto. Wygoda jest jednak dosyć dobra i nie zdarzyło mi się mieć przez takie rozwiązanie problemów. Gorzej z insercją korpusów, która choć identyczna jak w wersjach kablowych, jakoś tak średnio mi pasuje, chociażby na tle innych modeli. 

MA650 Wireless nie różni się praktycznie niczym od swojego droższego brata poza tym, że nie faworyzuje konfiguracji OTE, a klasyczną, choć OTE niewykluczającą. Wystarczy kabelki puścić po prostu za uchem, odpowiednio przekręcając korpus. Gabarytowo jest jednak tak samo, a miejsca przy małżowinie również zostawia się nam w podobnej ilości z racji faktu, że wewnętrzna część korpusu oraz średnica są identyczne.

 

Jakość dźwięku

Skupiając się głównie na MA750 Wireless, bas jest podkreślony tylko wtedy, gdy słuchawki są zaaplikowane głęboko. Inaczej zachowuje się na dosyć umiarkowanym poziomie. Tyczy się to w zasadzie obu par słuchawek. Nic co rzucałoby się mi w uszy poniżej normy, ale też i powyżej. Dobry, solidny standard RHA.

Średnica nie gra tu pierwszych skrzypiec. Niby trzyma się blisko basu, ale przy ciasnej aplikacji zaczyna schodzić w jego cień, dając się jednak mocniej pokryć nie tyle jemu, co sopranowi. W MA650 o dziwo jednak o te pół kroku średnica przybliża się ku nam, ale ma to swoje podłoże w konsekwencji scenicznej. Źródła pozorne są od nas bardziej odsunięte w 750-tkach niż 650-tkach, przez co te drugie sprawiają złudzenie bardziej czytelnych, ale i grających bardziej płasko, koherentnie z resztą zakresów. Trudno jest mi się do średnicy przyczepić, także idziemy dalej.

No i tu właśnie zaczyna się równia pochyła. Sopran jest dla mnie pierwszym poważnym przystankiem, na którym kierowca próbuje mnie wyrzucić z autobusu, choć mam ważny bilet i nie robię awantur. Nie popisuje się wyszukaniem i o ile kablowa wersja MA750 nie była pozbawiona bardzo lekkiego piasku, nie rzucał się on w uszy. Tu jest inaczej. Na dzień dobry dostajemy słyszalną sypkość sopranu, który uzupełniany jest przez słyszalne (także w tle) zniekształcenia. Dodatkowo na jego wyższej partii pojawia się efekt przytarcia, który powoduje wrażenie lekkiego zwijania się sopranu i ograniczenia w rozciągnięciu.

To dziwne, zwłaszcza że np. MA650 Wireless ciągną sopran dalej, choć jednocześnie za cenę jeszcze większej podatności na ekspozycję sybilantów. A ponieważ jest to zestaw bezprzewodowy, możemy ugryźć się w ucho co najwyżej w zakresie korekcji tegoż problemu, tudzież korzystać z aplikacji umożliwiających zredukowanie drażniących nas częstotliwości.

Scena o dziwo nie ma z tego tytułu specjalnych problemów. Jest większa niż w MA650 Wireless, porównywalna też do kablowych MA750, ale już mniejsza od BE6i i znacznie mniej holograficzna od kablowych E1. Kreowana jest na klasycznej elipsie, z bardziej wysuniętymi bokami aniżeli osią przód-tył. W MA650 Wireless natomiast jest mniejsza i słyszalnie bardziej „zwyczajna”.

Brzmieniowo słuchawki prezentują się tak, że utrzymują umiarkowane wrażenie z lekką przewagą na plus. Widać to zresztą po tym, jak mocno rozpisałem się na temat basu i średnicy. Nie ma w nich teoretycznie nic złego, ale po prostu nie zwracają na siebie uwagi.

Problemem nie jest strojenie, a elementarna jakość dźwięku z sopranem na czele. Obie te cechy mają swoje źródło w jednym, wspólnym elemencie jak mniemam – sterowniku i elektronice zawartych w samych słuchawkach. Dzięki temu miałem wrażenie, że słuchawki są sztucznie ściągane w dół i że jednak po stronie kablowych MA750 przemawiało troszkę więcej potencjału, a przede wszystkim atrakcyjniejsze dla mnie osobiście strojenie w przestrzeni sopranowej. Łatwiej, czy może w ogóle, można było osiągnąć synergię z danym sprzętem źródłowym, jednocześnie nie miało się wrażenia aż takiej kompresji, jaka ma miejsce w 750-tkach pozbawionych kabla, a już na pewno brakowało szumu układu, jeśli źródło samo z siebie go nie emitowało.

Nie znaczy to, że słuchawki są niesłuchalne, choć potrafią zaskrzeczeć wcale nierzadko i zwłaszcza podczas materiałów filmowych w formie strumieniowej, gdzie łatwo o gorszą jakość. Tu przyznam dały mi srodze popalić. W muzyce rzadziej, szczególnie przy dobrych realizacjach, ale wystarczy przesiąść się na cokolwiek z tego przedziału cenowego – w moim przypadku na NuForce BE6i oraz Aune E1 – aby uświadomić sobie jak mocno brzmienie RHA jest ściągane w dół. Nie wspominając o Byronach BTA, ale nawet o połowę tańsze Byrony BT uznałbym za bardziej dla siebie akceptowalne. 

 

Podsumowanie

Gdyby MA750 Wireless grały tak jak wariant kablowy, a więc bez żadnego progresu, byłoby moim zdaniem ciekawiej, niż obecnie. Można byłoby wtedy bowiem stwierdzić, że dopłacamy do ich porządnie wykonanego i pracującego długo na baterii wariantu bezprzewodowego. Tak się nie dzieje, a przynajmniej nie do końca. W przypadku konfrontacji z innymi słuchawkami wygrywają świetną jakością wykonania i wyraźnie dłuższym czasem pracy na baterii. Bogate wyposażenie oraz wreszcie coś normalnego zamiast flat-wire jest również przeze mnie bardzo pozytywnie postrzegane, choć zastanawia brak zaślepki na gnieździe zasilania USB typu C, co jest moim zdaniem dużym niedopatrzeniem użytkowym, zwłaszcza w przypadku produktów przeznaczonych do pracy na zewnątrz. Wszystko to jest jednak przyćmiewane przez fakt, że MA750 grają dźwiękiem miejscami nawet poniżej poziomu wariantu przewodowego. Są jaśniejsze, lubią sybilować, szumią i kompresują dźwięk. Tańszy brat również kusi się o podobne scenariusze. Słuchawki grają przez to bardziej nosowo i sprawiają wrażenie cienkich oraz bez wyrazu, jaki może towarzyszyć porządnie wystrojonemu i czystemu sopranowi. Jeśli w takich konstrukcjach liczy się dla nas trwałość, jakość wykonania i czas pracy - można się nimi interesować. Jeśli jesteśmy gotowi poświęcić to dla jakości dźwięku, chyba jednak lepiej jest wcześniej posłuchać jeszcze kilku innych par przed podjęciem decyzji.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.

Forum Audiofanatyk.pl

Forum audiofanatyk.pl to forum audio stworzone i prowadzone przez pasjonatów tematyki audiofilskiej. Prowadzone pod skrzydłami bloga, pozwala dzielić się opiniami i wrażeniami z odsłuchów, a także rozmawiać na tematy sprzętowe związane ze słuchawkami, kolumnami, wzmacniaczami i dowolnym innym sprzętem audio. 

×
×
  • Create New...